Życie wolnego ptaka ma wiele uroków, ale ma także jedną kiepską stronę – nie da się być w dwóch miejscach jednocześnie! Gdy ma się partnerkę albo dziewczynę, wówczas można wydelegować ją do jednego miejsca jako przedstawiciela, a samemu w miejsce B. A jeśli jest się wolnym strzelcem, trzeba albo zdecydować się na jedną opcję, albo przemieszczać się z miejsca na miejsce. Dlaczego o tym mówię? Ponieważ sam musiałem jak szaleniec przejeżdżać między dwiema imprezami. Sytuacja ta działa się podczas ślubów moich dwóch krakowskichznajomych z lat studenckich, którzy przypadkowo wybrali ten sam termin wesela Kraków jest dość spory, więc na dojazdy wyłożyłem więcej niż na prezenty! (Wiadomo, że podczas biesiadowania nie będę jeździł samochodem). Dwóch kolegów, dwie panny młode, dwa wesela Kraków jako miejsce akcji. Zaczęło się całkiem dobrze, u jednych zjadłem obiad, u drugich byłem obserwatorem pierwszego tańca – w miarę jak wypijałem kolejne kieliszki alkoholu schody robiły się coraz bardziej strome. Na początku pomyliłem krzesło przy stole – przekonany, że jestem w miejscu A, spocząłem na miejscu, które przypisane mi było na weselu B. Okazało się, że jest to stolik pokolenia ciotek panny młodej, którym niewiarygodnie się spodobałem i musiałem odtańczyć z nimi kilka skocznych piosenek. Na koniec mało nie zrujnowałem wesela Kraków zamotał mi w głowie totalnie i w tym amoku małżonkę kolegi A nazwałem imieniem małżonki kumpla B… to dziwne, ale do dziś jest na mnie obrażona.